Tak właśnie wyobrażam sobie sielskie wakacje, które przeżyłam i do których mam nadzieję powracać

poniedziałek, 3 września 2012

Dość!

Moje sielskie wakacje zaczęły się dramatycznie. Obudziłam się o 5 rano z minutami z dziwnym uczuciem lęku. To miał być ciężki dzień z kilkoma ważnymi spotkaniami i wykluczoną przerwą na lunch. Wszystko miałam poukładane co do minuty. Argumenty za i przeciw, wizję ostrego starcia z urzędnikami i uprasowaną koszulę na wieszaku w garderobie. Zerwałam się z łóżka choć budzik jeszcze nie dzwonił i z wysiłkiem zaczęłam tłoczyć powietrze do płuc. Najzwyczajniej w świecie nie mogłam swobodnie oddychać. Wpadłam w panikę i pobiegłam na dół do kuchni. Na szafce stała stara dobra nalewka „Sen i nerwy” od Bonifratrów. Znałam się z tą miksturą aż za dobrze. Znowu te nerwy, pomyślałam, i wyciągnęłam rękę po butelkę. Nic z tego. Ręka też odmówiła posłuszeństwa. Wisiała zdrętwiała jak kawałek drewna wzdłuż ciała.

Usiadłam na kuchennym stołku w strachu, że za chwilę upadnę. Z każdą sekundą czułam jak odrętwienie z ręki przenosi się na całą połowę ciała. Zachciało mi się płakać. Ciało odmawiało współpracy. Teraz?! To teraz się mam poddać? Jak tak blisko do zakończenia kluczowych projektów? Jak tak dużo spraw mi powierzono? Jak mam prawie w garści to nad czym pracowałam przez ostatnie pół roku?! Siedziałam przy kuchennym oknie kompletnie bez czucia zipiąc powietrze jak astmatyk. Mijały godziny. Nalewka nie koiła już niczego. Nerwy rozszalały się na dobre.

Tego dnia nie odbyłam żadnego z planowanych spotkań. Koszula nietknięta została na wieszaku. Nie miałam siły na jakikolwiek ruch a tym bardziej działanie. Ciało darło niemiłosiernie a ja siedziałam ze wzrokiem wbitym w tuje rosnące za kuchennym oknem. Po dziewiątej podniosłam się ze stołka i podeszłam do telefonu. Moja wiadomość do matki-firmy była krótka i rzeczowa – „Nie wracam, zabierzcie swój samochód sprzed mojego domu. Składam wymówienie”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz